W noc poślubną schowałam się pod łóżkiem, żeby zrobić mężowi psikusa. Ale ktoś inny wszedł do pokoju i włączył głośnomówiący. To, co usłyszałam, przeszyło mnie gęsią skórkę…

W noc poślubną impulsywnie postanowiłam schować się pod łóżkiem, żeby zrobić niespodziankę mojemu mężowi, Danielowi. Po tygodniach wyczerpujących przygotowań pomysł zrobienia mu małego psikusa wydawał się idealnym sposobem na relaks. Zszedł odebrać paczkę, którą, jak nam powiedziała obsługa hotelu, otrzymali, co dało mi idealną okazję, żeby wślizgnąć się pod łóżko i przygryźć wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem na myśl o jego reakcji.

Drzwi jednak się nie otworzyły. Cichy trzask zamka, a potem ostry stukot obcasów rozniósł się echem po pokoju. Kobieta. Jej perfumy były mi znajome, ale nie mogłam ich dokładnie rozpoznać.

Położyła coś na stoliku nocnym: telefon, który przełączyła na tryb głośnomówiący.

„Jestem tutaj. Będzie tu lada chwila” – powiedziała pewnie, jakby pokój należał do niej.

Mężczyzna odezwał się przez głośnik:

„Dobrze. Upewnij się, że podpisze dokumenty, zanim zacznie cokolwiek podejrzewać”.

Poczułam mdłości. Dokumenty? Zanim zdążyłem się zorientować, co się stało?

Kobieta westchnęła, a jej wyraz twarzy wyrażał sprzeczność.

„Wszystko przygotowałam. A jednak… Nie mogę uwierzyć, że robię to dzisiaj, w noc jej ślubu”.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Leave a Comment