Teściowa próbowała mnie upokorzyć na weselu. Podała mi mikrofon, wyłączyła muzykę i powiedziała z pogardą: „No dalej. Śpiewaj bez muzyki; zobaczymy twój prawdziwy talent”. Sala huczała, słuchawki już odłożone, czekając, aż się zawaham. Przełknęłam ślinę.

Kpina ucichła.

Nawet kelnerzy zatrzymali się, tace zawisły w powietrzu.

Zakończyłem ostatnią nutą i pozwoliłem jej zawisnąć w ciszy, miękko i spokojnie, niczym ostatnie tchnienie.

Przez chwilę nikt się nie poruszył.

Wtedy głos z tyłu wymamrotał: „Mój Boże!”.

Rozległy się brawa: najpierw powolne, niepewne, a potem wzbierające niczym fala. Ludzie wstali, nie z grzeczności, ale dlatego, że czuli się do tego zmuszeni.

Opuściłem mikrofon i skupiłem się na oddechu.

Dłonie mi drżały, ale nie ze strachu.

Z adrenaliny.

Odwróciłem się lekko i zobaczyłem Weronikę.

Jej uśmiech nie zniknął, ale stwardniał, stał się kruchy, jak maska, która zaczyna pękać. Ona również klaskała, bo musiała. Jednak jego oczy były zimne i wyrachowane, lustrując salę, jakby szukały sposobu na odzyskanie kontroli.

Daniel wziął mnie za rękę.

„Nigdy mi nie mówiłeś” – wyszeptał oszołomiony.

Spojrzałam mu w oczy. „Nigdy nie pytałeś” – odpowiedziałam cicho.

Mrugnął. „Co… co to było?”

Zerknęłam na gości, którzy byli na skraju śmiechu, a teraz wydawali się niemal zawstydzeni swoimi oczekiwaniami.

„Kiedyś śpiewałam zawodowo”.

„Zawodowo” – powiedziałam cicho.

Oczy Daniela się rozszerzyły. „Masz na myśli… zawodowo?”

Skinęłam głową.

Weronika nagle zrobiła krok naprzód, jej głos był nieco zbyt ożywiony. „Wow!” – zaśmiała się, udając entuzjazm. „Nie wiedziałam, że potrafisz to zrobić”.

W sali zapadła niezręczna cisza.

Bo wszyscy usłyszeli, co naprawdę miałam na myśli:

„Nie wiedziałam, że masz moc”. Uśmiechnęłam się do niej. „Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz” – powiedziałam spokojnie.

 

zobacz więcej na następnej stronie

Leave a Comment