Konsultantka ślubna mojego brata zadzwoniła i powiedziała: „Pańska rodzina odwołała zaproszenie… ale zamierzają zatrzymać 50 000 dolarów, które wpłaciłeś”. Zawahałem się, po czym odpowiedziałem: „Odwołujemy wszystko”. Wzięła głęboki oddech. „Proszę pana, nie jest pan panem młodym…” Uśmiechnąłem się. „Nie. Ale jestem właścicielem lokalu, firmy cateringowej… i sieci hoteli, które zarezerwowali dla swoich gości”. Zapadła grobowa cisza. W tym momencie wiedziałem, że ktoś będzie musiał mnie przeprosić, zanim dzień dobiegnie końca.
Zadzwoniła do mnie konsultantka ślubna mojego brata. Jej głos był tak zduszony tremą, jakiej nigdy wcześniej nie słyszałam.
„Dzień dobry, panie Carter” – powiedziała szybko. „Ja… nie jestem pewna, jak to taktownie wytłumaczyć”.
Odszedłem od biurka, gotowy do działania. „Powiedz to”.
Westchnęła. „Twoja rodzina odwołała twoje zaproszenie, ale zamierza zatrzymać 50 000 dolarów depozytu, który wpłaciłeś”.
Nie odpowiedziałem od razu.
Nie żeby mnie to zaskoczyło. Nie byłem. Mój brat, Logan, zawsze uważał mnie za najbardziej użytecznego, za osobę, która płaci dyskretnie i nie przeszkadza. Moi rodzice pielęgnowali tę mentalność latami.
„Bądź hojny” – mówili.
„Wybierz właściwą drogę.
Nie chodzi o pieniądze”.
Najbardziej docenili moją hojność, gdy towarzyszyło jej milczenie.
Spojrzałem na idealnie spokojną panoramę miasta, a potem zapytałem: „Kto ci powiedział, że musisz zatrzymać kaucję?”
Zapadła cisza. „Twoja matka” – powiedziała ostrożnie. „Powiedziała, że nie podlega zwrotowi i że twój wkład był prezentem, więc… sprawa załatwiona”.
Pozwoliłem jej dokończyć.
Więc powiedziałem: „Odwołajcie ślub”.